Wczoraj, 5 stycznia pod jednym z lubelskich marketów podszedł do mnie człowiek. Poprosił o jakieś pieniądze na pociąg na Pomorze. Powiedziałem, że na pociąg dostanie, na wino - nie.
I tu zaczynają się schody.
Człowiek ten wyciągnął z kieszeni dowód osobisty. Trochę mi się głupio zrobiło. Powiedział, że wypuścili go wczoraj z więzienia gdzie odsiadywał dwuletni wyrok, że chce szybko się dostać do domu, i że marzy mu się porządna kawa wypita w domu, że spał gdzieś na klatce w Lublinie, bo nie miał się gdzie podziać.
Trochę mnie to zbiło z tropu. Zwłaszcza, gdy wręczając mu pieniądze powiedział, że tych pieniędzy nie będzie mi w stanie oddać, ale obiecuje modlitwę w mojej intencji na więziennym Różańcu, który wyciągnął z kieszeni. Różańcu który sam zrobił w więzieniu z jakiś różnokolorowych koralików.
A ponieważ cała sytuacja miała miejsce w okolicy dostaw do marketu w wąskiej uliczce i zostałem poproszony przez ochroniarza o odjechanie - usłyszałem od niego: "Niech Cię Bóg prowadzi".
Także, nie każdy, który prosi o pomoc próbuje od Ciebie wyciągnąć pieniądze na alkohol. Czasami jest to człowiek, któremu w życiu po prostu nie poszło.
| « poprzednia | następna » |
|---|

