Dziś czekając na przyjazd swojego Klienta, który siedzibę ma nieopodal lokalnego WORD'u, z braku innego zajęcia podpatrywałem, jak to przyszli adepci trudnej sztuki poruszania się po dziurawych polskich ulicach finalizują swoje jakże mozolne szkolenie.

Na pierwszy ogień poszła pani o imieniu Małgosia. Na oko - wczoraj uzyskała pełnoletniość. Przyszła na plac ze swoim chłopakiem. On wypala fajkę za fajką i gdy sympatia znajduję się za barierką, macha jak jakaś (delikatnie mówiąc) męska prostytutka. Panienka wsiada do samochodu, ustawia lusterka. Wysiada. Wykonuje najbardziej ważny (przecież!) manewr pokazania, gdzie jest "wlew" do takiego, czy innego płynu. Następnie wsiada do samochodu, uruchamia silnik i wysiada. Egzamin niezdany. Pani Małgosia nie zapięła pasów przed uruchomieniem silnika (tak przypuszczam).
Stanowisko obok podchodzi ubrany w garnitur Tomek. Zarost jeszcze nie wdarł się na jego twarz. Przechodzi on co prawda "egzamin wskazówkowy", ale podczas ruszania z miejsca postoju zapomniał wrzucić kierunku. Egzaminator naciska hamulec, a Tomuś wychodzi z uśmiechem. Znowu niezdane.
Gdzieś na kolejnym stanowisku komuś udało się przejść tą ciężką próbę. Wskazówka i wyjazd z parkingu zaliczona. Łuk do przodu, łuk do tyłu. Jakieś koperty i inne wygibusy odmierzane na punkty charakterystyczne samochodu (tu, gdzie kończy się naklejka wtedy masz kierownicę do oporu).
Kierowcą rewelacyjnym nie jestem i za takiego się nie uważam. Jednak pochwalam takie zachowanie egzaminatorów. Wypuścić takie bezmózgi na ulicę woła o pomstę do nieba. A co się stanie, gdy taka sierota, bez broniącej kretynizmu kierującego "L"ce na dachu wyjedzie samodzielnie na ulicę? Albo gdy taki tabun wyjedzie? Wówczas, nie tylko umarł w butach. Ale i - tak przypuszczam - liczba krzyży przy drogach się powiększy.
Można by rzec: zapomniał wół jak cielęciem był. Nie. Nie zapomniał. I gdybym za pierwszym razem zdał egzamin, z pewnością - mając papier w ręku i ułańską fantazję, jakim to dobrym szoferem "z pierwszego razu" jestem, siedziałbym w najlepszym wypadku w jakimś rowie z ogólnymi obrażeniami ciała. Więc może taka filozofia urzędników państwowych ma sens.
A z drugiej strony - kryzys mamy, Panie, kryzys. Każda złotówka (podatnika) na wagę złota!
| « poprzednia | następna » |
|---|

